Lubię nowości w męskich kosmetykach. Nie inaczej jest w przypadku dezodorantów. Często rozglądam się za czymś nowym i od czasu do czasu wymieniam mój sprawdzony sztyft. Szybko jednak wracam do tego, co – w moim przypadku – sprawdza się idealnie, czyli Gillette Cool Wave, w żelu. Sztyft, który naprawdę warto wypróbować.
Skóra każdego mężczyzny jest inna. Dlatego każdy z nas musi stosować inny dezodorant. Wielu mężczyzn nie lubi lub nawet nie może stosować dezodorantów w żelach, rozprowadzanych pod pachą za pomocą kulki czy sztyftu. Używają wówczas “suchych” dezodorantów w sprayu. Ja mam odwrotnie – pryskane kosmetyki działają negatywnie na wrażliwą skórę i nie pozwalają normalnie funkcjonować.
Używam tylko i wyłącznie dezodorantów w sztyftach, najczęściej czysto żelowych. Od wielu miesięcy numerem jeden jest Gillette Cool Wave w sztyfcie. Ten antyperspirant sprawdza się w moim przypadku idealnie – ogranicza pocenie, przyjemnie pachnie (to kwestia gustu, są inne zapachy do wyboru), nie pozostawia jakichś wielkich, nieprzyjemnych śladów, a przede wszystkim nic mnie nie swędzi po jego zastosowaniu.
Kosmetyki męske trzeba wypróbowywać na sobie i szukać dla siebie odpowiednich rzeczy. Bo o ile większość dezodorantów w sprayu działa na mnie negatywnie, o tyle np. przyjemnie, intensywnie pachnący “zielony” STR8 używam z powodzeniem zawsze wtedy, gdy chcę się szybko odświeżyć i nie używać perfum.
